Rząd grzmiał, że lekarze będą zarabiać mniej. Ograniczono tylko badania

Dodano:
Ochrona zdrowia Źródło: Unsplash / Bermix Studio
Bulwersująco wysokie zarobki lekarzy w publicznej służbie zdrowia oburzyły nie tylko Polaków, ale również premiera. Co się dzieje z ustawą, którą miała szybko uporządkować sytuację?

W obawie o swój stołek, pod koniec lipca 2026 roku Ministra Zdrowia przedłożyła Radzie Ministrów pakiet zmian w systemie ochrony zdrowia.

Resort zdrowia chce powiązania zarobków lekarzy z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu, oraz wprowadzenia limitu miesięcznego wynagrodzenia medyków – maksymalnie 16-krotność płacy minimalnej. Łączny czas pracy lekarza miał nie przekraczać dwóch pełnych etatów. Co się stało z tym projektem? Pod obrady Sejmu nadal nie trafił.

Niebotyczne zarobki niektórych lekarzy. Kontrakt daje większe możliwości niż etat

Według danych GUS na koniec grudnia 2025 roku, w Polsce prawo wykonywania zawodu lekarza ma ponad 163–166 tysięcy osób. Z tej puli tylko 143,6 tysięcy osób pracuje z pacjenami, czyli jest czynnymi lekarzami.

Ponad 600 lekarzy osiąga miesięczne zarobki przekraczające 100 tys. zł, a w skrajnych przypadkach mowa jest także o rocznych dochodach pojedynczych medyków rzędu 6,5 mln zł! Mało pocieszajaca jest dla Polaków informacja, że takie niebotyczne zarobki są domeną tych lekarzy, którzy pracują na kontraktach, a nie na etatach.

Problem w tym, że około 73 proc. lekarzy specjalistów pracuje właśnie na kontraktach. Według szacunków Instytutu Sobieskiego, ogólna liczba medyków pracujących na kontraktach wynosi około 83 tysiące osób. Na etatach pracują głównie lekarze w trakcie rezydentury oraz lekarze bez specjalizacji (około 27 proc.).

Ponieważ kontrakty pozwalają na elastyczne łączenie pracy w wielu placówkach i nielimitowany czas pracy, premier zarządził zmiany. Donald Tusk zapowiedział wprowadzenie ustawowych limitów wynagrodzeń dla lekarzy pracujących w placówkach publicznych, ustalając górną granicę zarobków na poziomie 76,8 tys. zł miesięcznie. Stawka godzinowa miałaby wynieść około 240 zł brutto, a w określonych przepisami wyjątkach 360 zł.

Planowane jest także wdrożenie maksymalnego pułapu pieniędzy przeznaczanych w danej placówce na pensje. Jak wyliczała ministra zdrowia, dziś udział kosztów wynagrodzeń w budżetach placówek finansowanych ze środków NFZ wynosi średnio 81,3 proc., a jej zdaniem powinno to być około 60 proc.

Dlaczego wciąż nie ma nowej ustawy? Lawina uwag i nowe propozycje

Sejm już wznowił pracę po wakacjach, ale zapowiadanego projektu ustawy nie przesłano. Ministerstwo Zdrowia tłumaczy się dużą liczbą zgłoszonych uwag, które trzeba przeanalizować. Być może niektóre znajdą się w ostatecznej wersji projektu. Zgody w tej sprawie nie ma też między koalicjantami.

Propozycje ministerstwa miała też opiniować Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. Jednak samorządowcy podjęli decyzję o odstąpieniu od opiniowania. Z powodu „niedosytu”. – Część tych przepisów nie do końca daje gwarancję, że osiągniemy cel, który przyświecał projektodawcom, czyli unormowanie sytuacji z wynagrodzeniami oraz restrukturyzacji szpitalnictwa – tłumaczy na łamach portalu „Rynek Zdrowia” Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich, Sekretarz Strony Samorządowej KWRiST.

Takich problemów nie było, kiedy od 1 kwietnia Ministerstwo Zdrowia wprowadziło limit na tomografię komputerową (TK), rezonans magnetyczny (MR) oraz fizjoterapię domową.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...